switch to english version

     Kimkolwiek jesteś witaj w zielonym lesie. Usiądź pod srebrną brzozą, skieruj twarz na migoczące poprzez liście promienie słońca i czekaj. Już po chwili poczujesz wibracje witalnej siły i zapach drzewnych soków. Ujrzysz soczyste kolory życia. Posłyszysz słowa pradawnej opowieści o tym co gorącą krwią w żyłach płynie i z roześmianych oczu młodości patrzy.
Dąb mocarz w zaklętym przez kapłanów kręgu pnie się w niebo. Jego gałęzie dotykają gwiazd, jego korzenie drążą otchłanie Matki Ziemi wpijając się w jej serce. A serce to póki bije rytmem pór roku, zaklina wszelkie stworzenie by trwało aż do wypełnienia dni. Crann Bethadh - Drzewo życia.
      W wielkim planie uniwersum, w którym wszystko ma swój czas i miejsce narodziła się idea, by na słowiańskiej wyspie Wolin (wola w prasłowiańskim języku las właśnie oznacza), zakląć w dźwiękach celtyckiej muzyki to co w duszy i sercach grało pewnej wesołej kompanii. Niemało też trzeba było zachodu by kompanię ową w jednym miejscu i czasie zebrać oraz tchnąć w jej ducha te same chęci. Miejsce do którego przynależeli uświęcone było tradycją, sławnego grodu Winety i bitnych normańskich zbójców Jomswikingów, którzy tu niegdyś mieli swą warownię. A że w czasach o których mowa, ród ludzki zszedł na psy i barachłem zwykł się zadowalać, towarzysze na przekór demonowi współczesności grać poczęli muzykę, która rodem ze szmaragdowej wyspy - Irlandii, swym kolorem i ciepłem w zamierzchłe płynęła wieki dając ukojenie zamęczonym, wypalonym duszom. I tak oto dwie wyspy wspólny znalazły mianownik w postaci klifów, bujnej zieloności, umiłowania złotego trunku i muzyki która wrażliwe serca kroi na drobne ćwierci.

fianna "GreenWood"

 


Przyszedł na świat, w czas Alban Heruin - Nocy Kupalnej, gdy psotne fearies wyprawiały swe harce i pląsały przed ślepymi jeszcze oczyma dziecka. Do dziś nosi w spojrzeniu ich światło, a jego dewizą jest - "Czuć". Z jego też inicjatywy wesoła drużyna skrzyknęła się i poniosła w świat muzykę, poezję jak również sprośny dowcip. Instrumentem, który odnalazł go wśród rzeszy ludzkiej (każdy wie przecież, że to instrument wybiera człowieka, a nie odwrotnie) jest irish bouzouki. Temu instrumentowi ślubował wierność i ten instrument kocha, tak samo jak wszelkie przyjemności związane z laniem do gardła zacnego miodu i świeżego piwa. Stare dusze to lubią.

 


Gorący jak słońce z którego czerpie swą siłę, a przy tym wytrzymały niczym odyniec podczas rui i podobnie nieokrzesany. Kiedy ściśnie lipową gałąź to cieknie z niej woda, kiedy zaryczy trzęsą się najwięksi śmiałkowie, kiedy się śmieje szyszki lecą z drzew, a kiedy chędoży niewiastę, butle z piwem same strzelają fontannami piany. W jego sękatej dłoni wszelka materia zdaje się ożywać i natychmiast tworzyć rzeczy użyteczne i trwałe. W tej sztuce pomaga mu Lugh, wynalazca wszelkich rzemiosł. Za jedno mu wszystko i niemal we wszystkich ma przyjaciół, dlatego też lubi się weselić i stawiać swą głowę w różnych ryzykownych zakładach.

 


Jego dusza zbłądziła na ten padół całkowicie przypadkowo, ale skoro już tu jest za bardzo się nie oszczędza. Otwarty i szczery jest dobrym druhem dla tych, których szanuje i lubi, natomiast wrednym i opryskliwym draniem dla wrogów. Rozmiłowany w dzikiej przyrodzie, biesiadzie, książce i muzyce - dla nich poza pracą w sztolniach Morii, poświęca większość swego czasu. Fanatyk gitary elektrycznej, wyprawiający z rytmem niesłychane rzeczy ( kto słyszał o metrum 17/5?). Wzoruje się na najlepszych gitarzystach z Johnym Petruccim oraz Johnem Doylem na czele. Mannan patronuje mu w życiu i wtedy gdy w głębinach oceanu, wypatruje ukochanych zwierząt - delfinów

 


Bywa, że wśród splątanych konarów starej puszczy, u podnóża pochylonych nad nurtem życia drzew, przysiada od czasu do czasu płochliwy motylek - irlandzki Dealan. Skrzydła migoczą mu w promieniach słońca, przyciąga wzrok niczym barwny klejnot zdobiący jednostajną zieleń boru. Z małej gąsiennicy przepoczwarzając się w motyla, swoją metamorfozą przypomina drogę jaką każego dnia przechodzi Klaudia, czarując publiczność coraz bardziej dojrzałym głosem. Jak mawiają na Ukrainie - ...pieśń rodzi się z bólu i doświadczeń. Tak jest również w tym przypadku

 


Umysł wędrujący po geometrycznie wytyczonych ścieżkach wielkiej matematyki - boskim narzędziu stworzenia. W swych dążeniach, zawsze dociera do celu, gdyż jest człowiekiem wielu talentów i dużej wiedzy o świecie. Każdego dnia niestrudzenie wykuwa swój los, jak przykazał mu Govannan - mityczny kowal. Robi to jednak z przymrużeniem oka i z przyjemnością daje się ponieść pieśni, gdy w czas wieczorny, wypełniony brzękiem kufli chwyta swe wierne fiddle. Wtedy na oczach słuchaczy, wśród księżycowej nocy, las zaczyna nagle tańczyć reela. Któż by nie tańczył gdy Tinne ciągnie smykiem? Pewnie tylko jego mistrzowie - John Doherty i Kevin Burke, z których jeden już nie żyje, a drugi ma go serdecznie gdzieś ;)

 


O tym jak wszędobylska, polna wierzba zakorzeniła się w zielonym lesie można by długo opowiadać. Dość wiedzieć, że opiekunka Caeridwen, matka księżyca postanowiła w pewnym, dość trudnym momencie by Saille swymi umiejętnościami wzbogaciła to co w GreenWood najlepsze czyli - wesołe granie i picie do upadłego.  
I tak jak gałęzie wierzbowego drzewa, skłaniając się nad powierzchnią potoku wydobywają subtelne pluśnięcia, tak drewniany flet Eweliny wzbogaca naszą muzykę inspiracjami z Neila Keegana, Sylvaina Barou czy mistrza Veillona, wznosząc ją w niebotyczne rejony gdzie do tej pory nie bywała (a powinna). W każdym razie, warto spotkać się z Saille w jej niezliczonych muzycznych wędrówkach, jak również w ostępach Zielonego Lasu.

 


Nie daje się ponosić namiętnościom, które przynieść mogą zgubę jemu lub jego bliskim. Bogini Olwen sprawiła, że umiłował góry i wędrówkę po ich szczytach, ale myśl jego, choć frywolna, zawsze czujnie trzymana jest na smyczy racjonalizmu. Zdanie ma zazwyczaj własne, jest doskonałym organizatorem i wypróbowanym przyjacielem. Spróbujcie jednak dać mu jedno piwo za dużo, a zrozumiecie sens słów - totalna trzoda. Śmiało można stwierdzić, że swoim bodhranem pompuje krew w muzykę graną przez "GreenWood". Można o nim powiedzieć - kochający mąż, dobry ojciec, prawy obywatel i rzetelny podatnik. Oprócz bodhranu upodobał sobie karczemne brzmienie guzikowego melodeonu

 


Na drugim brzegu tęczy, w zielonym kapeluszu siedzi Leprechaun - zdystansowany dowcipniś, chłopski filozof, przyjacielski kawalarz i drobny cwaniak. A z kim tam przesiaduje? Oczywiście z Muinem, z którym dogada się jak z łysym koniem gdyż mają te same cechy charakteru. Chłopaki z Zielonego Lasu dobrze znają sztuczki Muina, ale wy uważajcie! Może się zdarzyć, że uwierzycie w rzeczy, w które wolelibyście nie uwierzyć lub wypić tyle piwa, ile wolelibyście zostawić na inną okazję. A Muin jak to on... z kpiarskim uśmiechem mrugnie tylko okiem i dalej będzie ściemniał, że jest zajęty wyłącznie grą na basie. Powiem jednak w tajemnicy, że pod taką maską kryje się naprawdę dobry, szczery i uczciwy facet.

 

fot: Przemysław Białek
zdjęcia zmodyfikowano na potrzeby strony

  

Tyle z serca, a teraz suche fakty:

Zespół muzyki celtyckiej "GreenWood", powstał dokładnie 15 lipca 2003 roku w Wolinie.
Nasze próby odbywają się w ratuszu miejskim przy ul. Zamkowej 23

Aktualny skład:
Ewelina Grygier - flet irlandzki, whistle, bombarda, mandolina
Klaudia Borawska - śpiew, shaker
Jacek Piekarski - fiddle
Marek Piguła - śpiew, irish bouzouki
Bartek Miętkiewicz "Tosiak" - bodhran, melodeon, cajon
Paweł Banaszkiewicz "Banan" - gitara basowa
Marcin Grulkowski - śpiew, gitara
Jacek Andrzejewski - śpiew, akordeon klawiszowy

 

Przez lata grali z nami:
Natalia Rula - skrzypce
Emil Józefiak - Conga, flet sopranowy
Karolina Łukaszewicz - flet irlandzki, śpiew
Piotr Banaszkiewicz - perkusja

Wymagania techniczne zespołu -

Kontakt z zespołem: kontakt@greenwood.pl
               Marek Piguła  tel: +48 509 600 785

 
Co Nam W Duszy Gra? Obiektywnie Co Się Dzieje?